|
Stanisław
Barabasz jego związki z Dębowcem i Cieklinem
W okresie mrocznego mezolitu ludzie
dotarli na zimną niegościnną północ. Śnieg długo uniemożliwiał im
właściwe poruszanie się. Stało się to jednak możliwe z chwilą gdy
człowiek przywiązał sobie do stóp kawałki desek. Dowodem tego
są do dziś
wizerunki „narciarzy” z epoki kamiennej, sprzed około 4 tys. lat p.n.e,
znajdujące się w okolicach Jeziora Onega
i Morza Białego. W miejscowości Biesów Nos nad Onegą istnieje zresztą
prastare miejsce kultu polowań
na „nartach”.
Jak więc widać na nartach jeżdżono od
niepamiętnych czasów, lecz narciarstwo w znanych nam kategoriach
rekreacyjnych, turystycznych i sportowych wprowadzili na przełomie XVIII
i XIX w. Norwegowie. W miarę upływu lat śladem poszły inne narody.
Jednym z
prekursorów polskiego narciarstwa, a niektórzy słusznie wręcz, że jego
„ojcem” był Stanisław Barabasz.
Z kolei miejscem narodzin naszego
narciarstwa nie jest jak się powszechnie sądzi stolica polskich Tatr, a
tereny Jasielszczyzny okolice Dębowca i Cieklina.
Nasz bohater urodził
się w 1857 r. w Bochni jako syn urzędnika tamtejszej słynnej kopalni
soli. Wychowany
w duchu patriotycznym ukończył miejscowe gimnazjum.
Wykazując zainteresowania techniczne podjął studia na uczelni
politechnicznej w Wiedniu.
I tam, i później, gdy studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
kilkakrotnie był aresztowany za przynależność do zgrupowań
niepodległościowych. W tych ostatnich obok kształcenia postaw narodowych
duży nacisk kładziono na wychowanie moralne, fizyczne i zdrowotne. Stąd
jak wielu młodych ludzi Barabasz dużo pływał, biegał, jeździł rowerem
i uprawiał wszechstronną gimnastykę. Jego wielką pasją było również
myślistwo.
Końcem
lat osiemdziesiątych XIX w. przybył na terenie Jasielszczyzny. Pracując
w Dębowcu w charakterze nauczyciela, w grudniu 1888 r. skonstruował
pierwsze na ziemiach polskich narty, a właściwie jak je sam pierwotnie
nazywał „drewniane łyżwy”. Rzekomo zainspirował go do tego już w 18882
r. były zesłaniec carski, że tamtejsi myśliwi często przytraczali do
butów deszczułki, które zabezpieczały ich przed zapadaniem się w głęboki
śnieg i ułatwiały utrzymywanie się na jego powierzchni. Barabasz
usiłował więc sporządzić tego typu „łyżwy”, na których mógłby po płaskim
terenie chodzić, a z pagórków nawet zjeżdżać. Pierwsze takie próby miały
już miejsce we wspomnianym wcześniej, 1882 r., ale udało się mu je
zrealizować dopiero sześć lat później w Dębowcu.
Wykonał
je z pomocą stelmacha-stolarza z miejscowego dworku. Zrobione były z
desek: jesionowej i bukowej, których zaostrzone czubki wyparzono we
wrzątku i wygięto. W ten sposób przygotowane deski. Barabasz przywiązał
sznurkiem do butów, tak by mogła podnieść się pięta.
Wzbudzając powszechne zainteresowanie , zdziwienie, a wśród niektórych
wywołując pukanie się w czoło, wyruszył na pierwsze ślizgi po polach i
łagodnych stokach okolic Dębowca i Cieklina. Wkrótce u boku Barabasza
pojawili się inni młodzi ludzie, w tym jego uczniowie. Z zapałem i z
wielkim uporem, mimo wielu upadków, uczyli się chodzenia,
a później
i zjazdów na swych prymitywnych nartach. Dzięki temu ziemia
jasielska stałą się kolebką polskiego narciarstwa. Na tych dębowieckich
deskach podjął też nieśmiałe, nocne jazdy po śniegu, gdy przybył do
Krakowa. Tam dokonał później kolejnych ulepszeń, wykonał nowe narty i
wiązania. Ciekawostką może być fakt, że trafiły one po latach do Muzeum
tatrzańskiego
i jedną z nich można tam obejrzeć do dzisiaj.
Stanisław Barabasz zasłynął także z tego, że jako jeden z pierwszych
wyruszył
na dłuższą wędrówkę narciarską
w Tatrach. Odbył ją w 1894 roku z
Zakopanego do Czarnego Stawu Gąsienicowego wspólnie z Janem Fischerem,
później prezesem Koła Karpackiego Towarzystwa Narciarzy w Krakowie.
Konsekwencją tej wyprawy był szybki rozwój tego sportu w Zakopanem i
innych miejscowościach oraz uprawianie narciarstwa turystycznego przez
coraz liczniejsze ośrodki Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. By być jak
najbliżej gór, w 1901 roku Stanisław Barabasz przeniósł się na stałe
do
Zakopanego. Nie tylko czynnie promował zdrowy styl życia i sport
narciarski oraz krzewił wśród uczniów i młodzieży. Będąc przez prawie
ćwierć wieku dyrektorem Szkoły Zawodowej Przemysłu Drzewnego
w Zakopanem założył tam pierwszą na ziemiach polskich wytwórnię nart.
Zimą
1902 roku wspólnie z Janem Fischerem i dr Kulińskim wszedł na nartach na
Przełęcz pod Kopą Kondracką. W lutym
1907 r. wraz z Mieczysławem Karłowiczem i Mariuszem Zaruskim założył w
stolicy polskich Tatr Zakopiański Oddział Narciarzy, który później
zmienił nazwę na Sekcję Narciarską Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.
W kolejnych latach z inicjatywy Barabasza, Zarząd Oddziału Narciarzy
Towarzystwa Tatrzańskiego przystąpił do bezpłatnych kursów nauki jazdy i
przyswojenia zasad bezpieczeństwa w górach. Jak już wspomniano był także
pionierem narciarskich wycieczek wysokogórskich w polskich Tatrach. W
kolejnych wyprawach towarzyszyli mu m.in. Karłowicz i Zaruski.
W 1909
roku bardzo przeżył śmierć pod lawiną swego przyjaciela, narciarza,
taternika i wybitnego kompozytora Mieczysława Karłowicza. Uczestniczył
zresztą w wyprawie ratunkowej, niestety nie był w stanie ani on, ani
inni uczestnicy tej akcji mu już pomóc. W tym samym roku zaangażował się
u boku Mariusza Zaruskiego w powołanie do życia Tatrzańskiego
Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Przez
cały czas usilnie pracował nad ulepszeniem nart i poprawą techniki
jazdy. Doszedł do przekonania, że narty na terenach płaskich, nizinnych
winny być znacznie dłuższe, a w górach krótsze i szersze. Także też
rozpoczął produkować w zakopiańskiej wytwórni.
Z roku
na rok narciarstwo obejmowało kolejne ośrodki: Lwów, Cieszyn, Kołomyję i
inne. W miarę rozwoju nurtu turystycznego i ratowniczego pojawił się
kierunek narciarstwa sportowego. Bacznym obserwatorem tych zmian i
postępu był Stanisław Barabasz. Cieszył go fakt, że polskie narciarstwo
rozwijało się na równi z alpejskim i skandynawskim. Miłość do gór i nart
zdominowała jego całe życie do śmierci w 1949 r. Na ich temat mógł mówić
bez końca. Był również autorem interesujących „Wspomnień narciarza”.
W
dzisiejszych czasach narciarstwo cieszy się bardzo licznym
zainteresowaniem. Jest to zresztą z wielu względów, szczególnie
zdrowotnych bardzo uzasadnione. Szkoda, że na ziemi jasielskiej
funkcjonuje tak miało miejsc przystosowanych do bezpiecznego uprawiania
tej pięknej dyscypliny. A szkoda. Przecież wydarzenia sprzed blisko 120
lat temu na stokach Cieklinki i wzgórz dębowieckich do czegoś
zobowiązują.
Wiesław Hap
Gminne Echa
nr 2/2004
|